Acidland (Myslovitz)
Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans
Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak
Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans
Ten kraj jest jak psychodeliczny lot
Czujesz, że nie zmienisz nic
Spróbuj wziąć z tego coś
To przecież twoje życie jest
Popełniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna odbijaj się
Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał
Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans
Odetchnij więc, zastanów się, znajdź jego sens
Bierz życie takim jakie jest
I ciągle szarp i zmieniaj je, przed siebie idź
Bierz życie takim jakie jest
I zmieniaj je i ciągle walcz, przed siebie idź
A teraz bardzo cierpię.
Bardzo bardzo cierpię.
Strasznie strasznie cierpię.
Dawno dawno nie było mi tak źle.
Opuszcza mnie właśnie ktoś niesamowicie dla mnie ważny.
Już nic nie zrobię.
Już koniec, nie mam nawet o co się kłócić.
Po prostu.
Chyba jakiś gorzki żart. Nie wiem. Nie było to zamierzone, nie mam pojęcia, co to, kto to i jak to i jakim prawem.
skomentuj (0)
Rozrzut przy pisaniu mam większy niż dwa miesiące. Kiedy już piszę, to jak najszybciej, bo nie chcę zbyt czasu narzeczy podobne.
Co więc mnie jeszcze tu trzyma?
W swoim czasie potraktowałam tego bloga jak prawomocny pamiętnik. Nie potrafiłam wtedy zmusić się do regularnego pisania w dzienniku. Tu odzywałam się niemal codziennie. Teraz jest odwrotnie. Co ja tu robię, do cholery?
Wiem, co robię. Zżyłam się z nim. To cały czas jest archiwum mojej prześlicznej przeszłości. Nie pozbędę się jej przecież jednym kliknięciem.
I będę dalej pisać.
Nigdy nie myślałam, że napiszę podobną notkę, wprost śmiałam się, gdy spotykałam podobne na cudzych blogach. Ale musiałam. Stało się.
Jeszcze się stąd nie wynoszę :)
Przepraszam wybitnie wybitnie wszystkich wszystkich, nie udzielam się tu często, racja. Co ja poradzę? Hmm. Coraz rzadziej chce mi się w ogóle.
I co mam Wam powiedzieć? rEvol się nawróciła. Chyba. Zaczęła chodzić do kościoła, modlić się, dziękować Bogu za wszystko, co dobre, a to, co złe, prosić Go, bo się skończyło. W kościele pojawiać się nieraz nawet w tygodniu, kiedy poczuje taką potrzebę. Cieszyć się, że Bóg istnieje. Jedyne, co się nie zmieniło, to zamiłowanie do używek. Nie. To się nie zmieniło i pewnie długo się nie zmieni. Choćbym chciała.
Szczególnie, że właśnie rozpoczęło się kilka dni zabawy. Specjalnie w ten czas postanowiłam poodświerzać stare kontakty. Ludzie już się ode mnie odzwyczaili. Dziwne uczucie... Ale jakoś mi z tym lepiej :) więcej wolności.
Chcę powiedzieć, że jest osoba, od której uzależniłam się parę tygodni temu i wciąż jestem uzależniona. Nie kocham. Nie chciałam tego słowa. Ani uzależniania się. Ale mi z tym dobrze. I z nim mi dobrze. Życie jest piękne :) On jest troskliwy. Wiosna jest piękna, słońce, deszcz są czułe.
Już niczego po sobie nie oczekuję. Wobec samej siebie nie potrafię utrzymać dyscypliny.
Jestem beznadziejna.
I żebym chociaż była uzależniona. Nie. Tak zwany "...urok sytuacji"
Spieprzajcie, najmilsi moi.
Nie wiem, czy kocham, czy kocha. Dobrze mi jest jak jest. Ani razu nie usłyszałam tego słowa, a jednak ładowane są we mnie takie pokłady czułości, że nie potrzeba mi w życiu nic więcej. A ja jedynie potrzebuję poczucia bezpieczeństwa.
Siostra1: Ej, a jak będziesz sławna, to ja mogę być z tobą? Tylko ja nie będę śpiewać, ani nic, tylko na przykład tańczyć.
Siostra2: E?!
Tralala.
A było było cudownie
A było było cudownie
Jeszcze we mnie to siedzi
Jeszcze myśli śledzi
A ja rymy wieszczę
I tak nie jestem poetką
Ale mogę jeszcze :>
A jeśli nie chcecie, dzieci,
Popatrzcie, jak woda z kranu leci.
O.
Tralala
Pamparampam pam
Przemiło jest
Nawet, jeśli będzie więcej, bo przecież nie chciałam niczego.
Ale obawiam się, że moje serduszko zaczęło pikać innym rytmem
pik pauza pik pik pauza
Ja szaleję, ja normalnieję
Siebie czuję, Ciebie czuję
Tralala śpiewam, rymuję
Tralala śmieję się, rymuję
I jestem głupia i wiem co robię i dalej robię
Tralala nie jestem sama
Tralala nie jestem sama
Tralala już nie jestem sama
A świat się znowu kręci.
A słońce znowu świeci.
A świat się znowu kręci.
A słońce znowu świeci.
A słońce znowu kręci, a świat się znowu świeci
Pamparampampam tralala
I śpiewam śpiewasz tralala
Jaka ja jestem głupia
...może sen przyjdzie...
...może mnie odwiedzisz...
(Stare Dobre Małżeństwo)

Tu również jako ironia.
Moje nicnierobienie daje mi ogromną wolność, którą spożytkowuję na kibicowanie na meczach koszykówki. Zamiast grzecznie w ławce poprawiać dwóje, krzyczę i dodaję otchy naszym chłopakom. W przerwach czytam książki.
Jestem szczęśliwym człowiekiem, nareszcie. Nie potrzebuję nikogo w moim szczęściu. Nikogo nie oczekuję. Niczego nie oczekuję. Powiem więcej: nie chcę.
Najwyżej niewielka grupa ludzi czasem przydaje mi się, gdy idę na ruinki, by tworzyć pijackie teorie filozoficzne, jak domki z kart. Czasem też zwyczajnie zasypiamy sobie w ramionach, by po kilku godzinach obudzić się, drżąc z zimna. Jest to coś na kształt miłości do wszystkich. Czuję się kochana i kocham, choć miłość niczego nie wymaga. Moje "NIE" odbierane jest jako normalny objaw człowieczeństwa. Wychodzę, kiedy chcę. Wcale nie tak często. Oni to rozumieją. I tak naprawdę nie potrzebuję ich. Po prostu miło spędzamy razem czas.
"Rozpieprzyłaś naszą ekipę, suko głupia! Sądzisz, że tobie wszystko można po tym, co zrobiłaś? Powiem ci tyle: gówno możesz! Powinnaś wręcz starać się, żeby było lepiej, żeby naprawiać wszystko i w ogóle! Byłaś ważną osobą dla nas i nagle tak sobie wszystkich olałaś! Przestałaś z nami się szlajać, upijasz się w samotności, a za każdym razem, gdy ktoś po ciebie zachodził, źle się czujesz! Wiesz, co ci powiem? Zdradziłaś naszą paczkę... Zniszczyłaś nam wszystkim sylwestra. WSZYSTKIM. Jest Olka, Piotrek, Paweł, Michał, Milena, Paulinka, są wszyscy, ale... Dlaczego nie chcesz iść z nami?!"
Bo nie chcę. Pójdę sobie na budowę, zaszyję się z Pawłem i Kasią. To chyba ostatni normalni ludzie. I nie mówią o tym, że ten i ów jest głupi. Nie mówią o tym, że tego i owego trzeba wyrzucić z grupy. Nie mówią, że to a to jest beznadziejne. Rozumieją wszystko. Są dziwni.. może.. co najmniej trochę dziwni. Nie przeczę... Ale ich dziwność wynika z normalności na tle posranej mentalności ludzi.
Co zrobić, gdy moja izolacja przynośi mi ulgę? Tak naprawdę nie chcę Was tracić. Chcę po prostu odpocząć. Od Was. Nie wystarczy mi tydzień.
You don't know me
You can't hold me
I'll slip through your hands
I am one single grain of sand
You are free to love
Happily received
You are free to love
If that is all you need
I'm an empty space
I can't be replaced
So when you're finished with this dream
Delete begin to rewrite me
You are free to love
Happily received
You are free to love
If that is all you need
You are free to love
Happily received
You are free to love
If that is all you need
You are free to love
Happily received
You are free to love
Delete and rewrite me
Życie jest niebrzydkie. Okno jest białe. Firanka zielona. Miasto.
Tak, jak tu.
Zielono.
Miasto.
Biało bo śnieg.
Sanki.
Tak, sanki.
I duuuuuużo, duuuużo śniegu.
Szalik.
Gardło.
Kaszl kaszl.
I rozkołysanie.
Nasze...
..nasze?
Moje...
..moje nogi są jak z gumy..
Mylisz się, Grabaż. Na tym świecie nie ma żadnych "Nas". Jesteśmy tylko "ja", "on", "ty", "ktoś".
Każde "ja" może się kołysać, płynąć, frunąć, kochać. Każde może istnieć.
Każde "ja" może się uodpornić.
Każde "ja" może zniknąć.
Każde "ja" jest.
JA jestem.
Sama.
Bez Was.